poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Crazy Cat

Hello :) Jak zdążyliście zauważyć, cały czas pojawiają się nowe rzeczy na moim blogu, ostatnio udało mi się stworzyć zakładki, myślę również nad zmianą szaty i ustawienia inaczej wpisów. W poprzednich postach pisałam, że chcę stworzyć innego bloga, w którym będę pisała o diecie (pescowegetarianizm), a także o życiu w Londynie, atrakcjach oraz o moim handmadzie, któremu poświęcam dużo czasu. Zobaczymy jak się to wszystko ułoży, jak na razie kilka zakładek jest pustych, ale powoli będzie się to zmieniać i na pewno wspomnę o tym w najbliższych postach :)

Z kolejnym nowym postem, pojawia się również i stylizacja, a będzie nim dzisiaj casualowy look, wszystko czarne, czyli tak jak lubię oraz koszule w kratę, których mam mnóstwo w szafie i je uwielbiam, a także mój niegrzeczny kociak, który chowa się w mojej kieszonce :) 




Koszula (Shirt) - H&M
Top - Sinsay
Legginsy - Decathlon
Buty (Shoes) - Primark


czwartek, 3 sierpnia 2017

Floral

Cześć! Dlaczego Polacy są traktowani gorzej? Mieszkam w Londynie 10 miesięcy i zdążyłam to zauważyć na samym początku po przylocie, podczas codziennych zakupów. I tyczy się to dosłownie wszystkiego, zaczynając od narzucaniu cen jakbyśmy zarabiali w euro, skoro tak każą nam płacić to dlaczego tak nie zarabiamy? Tak naprawdę jest to temat rzeka.

Ceny większości produktów w Anglii w przeliczeniu są zbliżone do tych w Polsce, ale tutaj łatwiej wydać £2 niż 8zł, dla przykładu, za tusz do rzęs marki Rimmel w Polsce płaciłam około 37 zł, w Londynie kupuje go za £7,99. Mieszkając tutaj dla mnie kupienie tuszu to jak wydanie 7,99, nie 35 zupełnie inaczej się to odczuwa. W Polsce mamy zagraniczne ceny, a zarabiamy w złotówkach, to jest obłęd. Niestety bardzo często cenowo zostajemy również oszukiwani, tutaj dla przykładu za mleko sojowe płace £1 (4,70 zł), a w Polsce za to samo mleko, tej samej marki, muszę zapłacić już 12,99 zł, widzicie tą przebitkę? Czyli za tą cenę w Anglii mogę kupić prawie 3 opakowania mleka, a w Polsce już tylko jedno. I to jest fair?

Bardzo głośno ostatnio zrobiło się o Lidlu, który również "oszukuje" Polaków i ludzie zaczynają się buntować i wcale się nie dziwie, bo jak tak można? Podczas zakupów w Lidlu, czasami, przeliczam sobie ile kosztują różne produkty, a jak to jest w Polsce i robię wielkie oczy. Często kupuje produkty w Lidlu i Tesco, bo będąc w Polsce, podczas zakupów wiem, że dostanę tam większość tych samych produktów, ale czy jakość też będzie taka sama? Otóż to, niestety jest inna :/ do Polski wysyłane są gorszej jakości produkty i nie raz udało i się o tym przekonać :/

Dla przykładu: Podczas pobytu w Polsce, chciałam zrobić mamie obiad i zachęcić ją do produktów sojowych, które zastępują u mnie mięso w posiłku, w związku z tym kupiłam jak zwykle te same sojowe "klopsiki" w Tesco, zadowolona wszystko przygotowałam i zabraliśmy się za jedzenie, przyznam, że nie wiedziałam jak mam się tłumaczyć, że to co zjadłyśmy niczym nie przypomina tego samego produktu, który kupuje w Anglii :/                       Dlaczego tak jest.....?

Do moich dzisiejszych wywodów i oburzenia, wrzucam zdjęcia dzisiejszej stylizacji, która trochę odciągnie wzrok od treści :D W stylizacji, pojawił się okazyjnie trafiony w moje ręce kombinezon, który zwykle łącze z kabaretkami i balerinkami, zdjęcia jednak, robiłam będąc w Polsce, tak więc kabaretek brak :D Pozdrawiam :* i przyjemnego wieczoru...nocy ;)



Kombinezon - H&M
Szpilki - CCC


wtorek, 25 lipca 2017

Karl's daughter

Hej ;) Niedawno wróciłam z Polski, musiałam trochę odpocząć, zaszyć się w moich ukochanych 4 ścianach i pozałatwiać wszystkie zaległe sprawy. Ostatnio w Polsce byłam w marcu, tak więc miałam masę spraw do ogarnięcia, udało się wszystko co zaplanowałam, tak więc wyjazd uważam za udany. Podczas pobytu udało mi się zrobić zdjęcia do mojego setu, który często ubieram tu w Londynie. Nie zmieniłam stylu ubierania się, ale teraz mogę tak naprawdę wyrazić siebie, tutaj moda jest bardziej odważna, każdy ubiera się inaczej, ma własny styl i jest naprawdę różnorodnie i kolorowo. W Polsce, a tym bardziej w małych miejscowościach to nie przejdzie, ale w sumie, nie zamierzam się tym przejmować i podporządkowywać każdemu, w końcu chodzi mi o wyrażenie siebie, chcę czuć się sobą. Chodzi mi również o akceptacje siebie, swojego ciała, tutaj nikt się nie przejmuje, że ma 10 kg mniej lub więcej, czy ma się cellulit, pryszcze, rozstępy, krzywy nos czy zęby, każdy jest inny i nie to jest w życiu ważne, żeby komuś "dopiec", każdy jest piękny na swój sposób, a dodatkowo podkreśla to swoim stylem.

Ostatnio przyszła moda na klapki z futerkiem, w Londynie jest tego "wysyp", od koloru do wyboru, różne wzory, kształty, niektóre mają tyle futra, że nie wiem czy nie przyczepił się do nich jakiś zwierzak, osobiście bardzo nie w moim stylu, jak dla mnie mega ohydne, ale ludzie je noszą i nic komuś do tego, każdy ma inny gust i nikt tutaj nie robi o to dramatu, w Polsce natomiast, nie widziałam nikogo w takim obuwiu, nawet nad morzem hmm, a raczej jakby się ktoś pojawił to od razu zostanie gwiazdą facebooka, bo ktoś musi zrobić sobie żarty lol.

Wracając jednak do mojego dzisiejszego seta, jest on bardziej stonowany, causalowy, zwykle tak chodzę ubrana do pracy, na zakupy, do kina czy na spacer. Wygodnie i praktycznie, gdy zrobi się wieczorem chłodniej, mogę śmiało zarzucić koszulę na siebie i gotowe.




Top - Sinsay
Szorty - Sinsay
Koszula - Tally Weijl
Trampki - Deichmann